Kino z Penny
sobota, 25 stycznia 2014
"Because of a hateful one, The Hateful Eight is no longer Quentin Tarantino's next film project."
Trylogia o Mrocznym Rycerzu, Gangster Squad, Wenus w futrze, Django- to parę tytułów na które czekałam od najmniejszych plotek o tym, że powstają więc jako fanka Tarantino od niedawna cieszyłam się The Hateful Eight o którym to scenariuszu reżyser trochę zdradził w wywiadzie u Jaya Leno. Projekt niestety niedojdzie do skutku ponieważ scenariusz wyciekł do sieci o czym jest chyba głośniej niż o samym jego powstawaniu... bardzo smutna sprawa da fanów jak i dla samego Tarantino, pozostaje czekać na inne projekcje mistrza a co do The Hateful Eight być może w postaci książki.
wtorek, 13 sierpnia 2013
Moje ulubione sceny
Kto nie ma ulubionych scen z filmów? Nie wiem kto mógłby być na tyle szalony, ale na pewno nie ja więc-Panie, Panowie! Oto kilka z moich ulubionych scen...
"Ostatnie zadanie" (1973) scena w barze
Zdenerwowany, wąsaty Jack Nicholson to coś co mogę oglądać bez końca.
He is motherfucking shore patrol, motherfucker!
"Dr Strangelove" (1964) ostatnia scena
Moje ulubione zakończenie. A mogło być zupełnie inne z walką na torty, zostało nawet nagrane , ale ostatecznie Kubrick nie zdecydował się na użycie tamtych scen. Może i lepiej, bo wariactwo doktora zwieńczone wybuchami w połączeniu z piosenką Very Lynn bardzo do mnie przemawia.
"Ryzyko" (2000) rozmowa z ojcem
Ta scena jest dla mnie bardzo ważna, jest świetna. W ogóle jestem jakąś chorą kolekcjonerką płaczących mężczyzn w filmach i wow, Giovanni...
"Pulp Fiction" (1994) Scena z zegarkiem
Chyba moja ulubiona scena z "Pulp Fiction". Nie mogę już patrzeć na zegarki tak jak kiedyś...
"Sklepik z horrorami" (1960) Sadysta u dentysty
"Oh my god don't stop now!" to jedna z moich ulubionych kwestii, kocham głos Jacka, jest taki niegrzeczny, och Jack... Cała scena bardzo mnie bawi i zaśmiewanie się z komplikacji zdrowotnych.
"Chłopcy z ferajny" (1990) kłótnie w domu Hillów
Za każdym razem mnie bawi. Szczególnie reakcja Henry'ego.
Jak na pierwszą część ulubionych scen to chyba już wystarczy. Będzie więcej, ostrzegam.
sobota, 11 maja 2013
003, "Funny Games" i remaki
Niedawno obejrzałam "Funny Games" z 1997 roku. Niewiele lepszych rzeczy mogłam zrobić. Pierwszy film od czasu obejrzenia "Mechanicznej Pomarańczy", który mnie tak postawił na nogi swoją drogą dosłownie. Ale mimo to nie polecam każdemu. Film jest ciężki, po skończonym seansie czytałam opinie o nim i to wzbudziło jeszcze większy podziw dla tego filmu, bo wszystkie odnoszą się do tego jak bardzo ludzi ten film dotknął. Nie widziałam wypowiedzi "nie podobał mi się, nudziłem się" wszystkie negatywy były podparte odważną fabułą. I nie jest zbędnie kontrowersyjny czy sztucznie, wszystko jest elementem historii, która mnie dosłownie zmiażdżyła. Ogromne wrażenie na mnie robi to jak film może porywać, ten jest tego dowodem.
Długo szukałam tego filmu i znalazłam kiedy już chciałam sięgnąć po remake. Teraz poluję na ten właśnie Funny Games U.S., obejrzałam parę urywek na youtube i z całym szacunkiem dla Haneke to chyba najbardziej zbędny remake w historii kina. Bardzo nie podoba mi się aktorka grajaca Ann w drugiej części, dla mnie jest okropnie sztuczna nie tyle w kwestii gry aktorskiej... chodzi o ten motyw z dzisiejszych horrorów, przerażone są tylko kobiety z powiększonymi walorami, a przecież nie tylko takie po świecie chodzą. Sztuczność często blado wygląda przy naturalności. Może zmienię zdanie po obejrzeniu całego filmu, chcę to zrobić żeby się przekonać ale i nie chcę, bo powtórne nagrywanie tego filmu po dziesięciu latach jest po prostu zbędne. Amerykanizacja totalna i aż nie wierzę że mówię to ja osoba wielbiąca się w komercji.
Swoją drogą od razu mi się przypomina "Nóż w wodzie" i możliwość powtórnego go nakręcenia, którą otrzymał Polański z Elizabeth Taylor w roli głównej. I odmówił. I bardzo dobrze, kocham Liz, ale to bez sensu, film ma przesłanie, które jest dla każdego, nie trzeba go dostosowywać do kraju.
Wracając do "Funny Games" to roiło się tam od motywów, które uwielbiam, nie chcę wiele zdradzać, lepiej się przekonać samemu. Jeśli jest się trochę świrem w środku albo\i lubi kino.
środa, 1 maja 2013
I could almost say it is my religion. I guess that sounds pretentious, but I want to live and breathe cinema.
Giovanni Ribisi to jeden z moich ulubionych aktorów i twarzy, wiele z taką można zagrać i wiele też cudownych kreacji Giovanni stworzył. Pierwszym filmem w jakim go widziałam i pokochałam to niestety dość niszowy film SubUrbia, cały film jest naprawdę godny polecenia. Świetny klimat i muzyka. Kolejną moją ulubioną rolą Ribisiego jest ta w Ryzyku, jest tam jedna scena, w której rozmawia z ojcem, którego gra Ron Rifkin i wzrusza się. Trudna kwestia z tym wzruszaniem, pozostawiam każdemu do oceny, ale w tej scenie jest coś, naprawdę warto ją zobaczyć. Tak jak cały film. Poza tym ma na koncie znane filmy takie jak Szeregowiec Ryan czy ostatnie hity jak Avatar czy Ted. Co do dwóch ostatnich tytułów entuzjazmu nie podzielam raczej więc nie chcę o nich pisać.
Poza tym można zobaczyć go w serialach- w Przyjaciołach wciela się w brata Pheobe, pojawia się też w Mam na imię Earl i oczywiście rola w Cudownych latach.
Cieszę się że mogłam zobaczyć go ostatnio na wielkim ekranie w filmie Gangster Squad i mam ochotę na więcej. Talent, świetna twarz i głos- Giovanni.
środa, 20 marca 2013
002, "Capote" i trochę o zwiastunach
Najpierw coś w rodzaju recenzji filmu:
Ładny ruch kamery, dobra muzyka, dialogi, ogół mi się bardzo podobał więc dziwią mnie negatywne opinie na temat tego filmu, szczególnie że nie jest ich mało. Mnie "Capote" bardzo się podoba, jako że jest nowszą produkcją, a bardzo mnie- fankę ubiegłego wieku pod każdym względem- cieszy. Wisienką na torcie jest gra Philipa Seymoura Hoffmana, zasłużony oscar, polecam obejrzeć wywiad z Trumanem, widać że Hoffman wiedział kogo gra i jak ma to zrobić. Naprawdę dobra produkcja.
Ale gdybym przed seansem obejrzała zwiastun byłabym rozczarowana, zwiastun to film tyle że w krótkim wydaniu. I to nie tylko problem reklamy "Capote" to problem większości zwiastunów jakie widuję. Trylogia o Mrocznym Rycerzu to "najlepsze" efekty, brakowało tylko zakończenia i paru zwrotów akcji, które Nolan zafundował. Ja wiem, że ten parominutowy filmik ma zachęcić potencjalnego widza, ale na mnie to tak nie działa. Jednak najgorszy schemat to (zwykle stosowany przy nowych komediach romantycznych)- kadr z "zabawną" sytuacja, pochlebna recenzja jakiegoś "krytyka" ze "znanej gazety", oburzająca scena, kolejna recenzja tak pozytywna aż masz ochotę zwymiotować i na koniec smutna scena i nazwiska gwiazd sezonowych. Aż się przykro robi.
001 "Bukowski: stworzony do tego" i trochę o dokumentach
Na początek- filmy dokumentalne, biograficzne to też sztuka i coś co cenię.
Ten film powinien być zadaniem domowym w szkole filmowej i obowiązkową pozycją dla osób które wiążą z kinem swoją przyszłość, bo tak się (tu się aż prosi o wulgaryzm) robi filmy biograficzne! Jedną z rzeczy, których nie mogę znieść w kinie to źle zrobione dokumenty. Takie ujęcia jak kadrowanie naziwska reżysera przez pierwszą połowę filmu to katorga dla widza. Kolejną męczarnią są zbędne ujęcia, zwykle kwiatów, wody, nieba- co z tego że to film o zespole muzycznym? Patrz na chmury przez większość filmu! Później wypowiedzi fanów, którzy o idolu o którym jest film wiedzą tyle co widz. Więc co tam robią? Urywki wywiadów, które znają wszyscy, dwa znane cytaty i koniec. To jest schemat filmów biograficznych na jakie trafiam.
Ale ten jest inny. Nie będę kłamać, że obejrzałam go ze względu miłości do filmu, bardziej do Bukowskiego, ale to mi pomogło zrozumieć, że i w tym gatunku umiejętności filmowe są niezbędne. Skąd te głupie przekonanie, że po filmie biograficznym masz lubić tego o kim jest projekcja? Chcę faktów i na ich podstawie chcę stwierdzić czy kogoś lubię czy nie. I w tym wypadku da się to zrobić. Jest parę rarytasów jeśli chodzi o wywiady i ciekawostki z życia, nie ma przerostu formy nad treścią, zbędnych ujęć- jest tak jak ma być. Wszystko współgra. Nie ma tak, że muszę sobie szybko coś notować na dłoni żeby sprawdzić, bo mówiąc o tym reżyser daje to na tacy. Reżyserem jest niejaki John Dullaghan, o którym nic nie wiem, ale tego bym mu chętnie pogratulowała.
Polecam nie tylko fanom Bukowskiego, polecam każdemu.
My passion and energy get mistaken for anger.
27 lutego 2012 rano weszłam na Internet sprawdzić zobaczyć Gary'ego Oldmana z jego pierwszym oscarem. Wchodzę na wirtualną polskę a tu Jean Dujardin trzyma nagrodę Gary'ego- tak myślałam, bo okazało się, że to on wygrał przez co byłam obrażona na oscary cały rok. I dalej jestem kiedy o tym myślę. Wtedy statuetkę przyznawała Natalie Portman więc to byłoby cudowne, bo grali na początku jej kariery w jednym, kultowym filmie jakim jest "Leon Zawodowiec" i teraz ona wręczyłaby oscara Gary'emu no coś pięknego. Tego dnia poszłam do szkoły rozczarowana i spłakana i na pierwej lekcji jaką była matematyka narysowałam rysunek pod tytułem "sprawiedliwe oscary", na którym Oldman ma statuetkę. Mam do dziś ten chory rysunek.
Tak, to jeden z moich ulubionych aktorów i jedna z pierwszych miłości, odkąd obejrzałam "Leona Zawodowca" wyobrażałam sobie mnie jako taką Matyldę Stansfilda. Do teraz lubię sobie o tym pomyślec.
Wstyd mi przyznać, ale dwa razy zwiątpiłam w Gary'ego- przed oglądaniem "Sida i Nancy" i "Wiecznej miłości". Sama myśl, że jedna osoba ma grać punka i przedstawiciela muzyki klasycznej jest dziwna, nawet kiedy ma to zrobić świetny aktor. I w pierwszej scenie z Garym-Beethovenem było mi jakoś nieswojo to w następnych zapomniałam o tym, że to film i o wszystkim, nie wiem czy z miłości do Beethovena czy dosypano mi czegoś do mountain dew.
Urzekający, niedoceniany (mam nadzieję, że to zdąży się zmienić), genialny.
I love acting, truly my favorite people are actors.
Sean Penn to jeden z moich ulubionych ludzi filmu. Celowo ani nie aktorem, ani nie reżyserem, bo kocham go równie mocno po każdej stronie kamery. Pierwszy film jaki pamiętam związany z Seanem to "Słodki Drań" (jednocześnie jego druga nominacja do oscara) obejrzany oczywiście ze względu na Allena, który jest jego reżyserem. Zawrócił mi w głowie, dlatego ucieszyłam się kiedy parę dni później wpadło mi w ręce "Przed Egzekucją"(pierwsza nominacja) byłam niesamowicie zadowolona, swoją drogą wyczyny Penna w tej produkcji cenię ogromnie i lubię doń wracać. Kiedy po jeszcze paru filmach pokochałam Seana na dobre przyszedł czas na "Obietnicę" czyli Penna-reżysera. Nie wiem czemu, ale denerwowałam się dosłownie jak mu to wyszło, sceptycznie podchodzę do takiej zamiany miejsc. Ale jak było wie każdy kto miał okazję oglądać "Obietnicę" czyli naprawdę dobrze. Są sceny, które zapamiętałam i których prawdopodobnie nigdy nie zapomnę, które ukształtowały mój gust w kwestii filmów.
Pomijając jego talent podziwiam go jako człowieka, żałuję że łatwiej znaleźPomijając jego talent podziwiam go jako człowieka, żałuję że łatwiej znaleźć informacje o tym co sobie powiększyła Doda (z całym szacunkiem do niej i jej fanów) niż to co robił Sean m.in. dla ofiar trzęsienia ziemi na Haiti, o jego fundacji czy mówieniu głośno o tym co jest nie tak w polityce, o łamaniu praw człowieka.
Krótko mówiąc- widziałam Seana geja, widziałam Seana gangstera i Seana ojca pogrążonego w żałobie i za każdym razem przekonał mnie i kupił w pełni.
niedziela, 10 marca 2013
Well, I guess this proves there are as many nuts in the Academy as anywhere else.
Jack Joker Nicholson. Najcharakterystyczniejszy uśmiech Hollywood. Choć jestem również wielką fanką głosu Jacka, jest świetny taki zaczepny a jednocześnie stonowany. No i te brwi. Od pierwszego filmu jaki pamiętam próbowałam unosić brwi tak wysoko jak Joker. Później było "Lśnienie" a potem już tylko miłość i oglądanie wszystkiego z Nicholsonem "w środku". Po godzinach seansów z Jackiem stwierdzam, że to mój ulubiony aktor wszech czasów.
Jego historia jest jak z filmu- przez trzydzieści lat myślał, że jego matką jest w rzeczywistości jego babcia, jego rodzina wymyśliła tę intrygę by chronić Jacka i jego siostrę przed wstydem jakim wówczas była młoda kobieta bez męża, ale za to z dzieckiem. Poza tym niewiele wiadomo o życiu Jacka, w jego biografii wyczytałam, że był dość wesołym dzieckiem, jako nastolatek był bardzo towarzyski i energiczny. Długo mu zajęło przedzieranie się do świata filmów co jest według mnie wielką stratą dla kina. Czytałam, że dopiero kiedy wreszcie udało mu się zagrać w "Easy Rider" a później w "Pięciu łatwych utworach" zaczął żyć na miarę standardów początkującej gwiazdy, bo wcześniej mimo sławy i bywania nie był zamożny. Próbował też swoich sił jako reżyser- nie został na tym polu doceniony choć podobno jedna z osób pracujących z Jackiem na jednym planie powiedziała "Mam nadzieję, że odniesie sukces jako reżyser, bo aktor z niego żaden". "Żaden aktor" ma trzy oscary w kategorii najlepszy aktor. Również jego agent mylił się mówiąc mu, że nie ma czego szukać w przemyśle filmowym co Jack mu "wytknął" odbierając Oscara w 1976 za "Lot nad kukułczym gniazdem" (swoją drogą- moja ulubiona mowa Oscarowa kiedykolwiek: zabawna, krótka no i ten Jack... ach). To była trzecia nominacja Jacka i jak głosi plotka obawiał się już, że musi umrzeć by zostać nagrodzonym tą statuetką. Wszystkie zdania zaczynają się niemal od "podobno", jak już wspomniałam Jack jest bardzo tajemniczą osobą, nie udziela nawet wywiadów przed kamerą, bo jak twierdzi mówi bardzo nieskładnie.
Ostatni film, w którym możemy zobaczyć Jacka to "Skąd wiesz?" z 2010 roku, poprzedni jest z 2007 więc można podejrzewać, że zaczyna się emerytura aktora. Z jednej strony szkoda, ale z drugiej- niewielu aktorów zostawiło taki dorobek, którym można zachwycać się na nowo za każdym razem.
sobota, 9 marca 2013
My first movie was so bad, that in seven U.S. states had replaced the death penalty.
Nie ma lepszego scenarzysty niż Woody Allen. Nikt nie bawi mnie tak jak Woody Allen. Filmy tego reżysera są ze mną już długie lata co jest dość dziwnie, bo nie słyszałam o nim od nikogo. Obejrzałam reklamę jakiegoś filmu i usłyszałam tylko "Woody Allen" i postanowiłam poszperać. I wyszperałam. Pierwszym filmem Allena jaki widziałam był "Bananowy Czubek" bardzo lubię początki kariery Woody'ego i ten lekki humor krótkie zabawne sceny i gagi. Później oglądałam wszystko jak leci, co wpadło mi w ręce. I tak mi wpada do teraz. Dzisiejsze filmy Allena są dla mnie o wiele cięższe do przełknięcia niż te starsze, ale dalej trzymają poziom co jest zadziwiające zważywszy na ilość jego filmów czy wiek reżysera. Chciałabym mieć równie interesujące, błyskotliwe i zabawne spostrzeżenia ubrane w tak lekkie ciekawe słowa co ten człowiek.
Subskrybuj:
Posty (Atom)